Pamiętam, jak kiedyś, jeszcze na początku mojej przygody z budowlanką, jeden z moich klientów, pan Jurek spod Krakowa, z którym budowaliśmy dom pod miastem, opowiadał mi o swoim biurze. Miał tam taki kącik, że aż serce bolało – stary stół kuchenny, krzesło z jadalni i monitor postawiony na stercie książek. Mówił, że „jakoś to idzie”, ale widziałem po nim, że męczy się okrutnie. Wieczorami narzekał na ból pleców, a rano na brak weny. Wtedy jeszcze nie do końca rozumiałem, jak bardzo otoczenie...





